Singielka w Trójmieście – odc. 3

0
279

Odcinek 3.

„Koszmarny czwartek, leniwy piątek i sobota z Wiktorem”

Kolejne dni upływały Joannie pod znakiem pracy i planowania świąt, które jak co roku miała spędzać w gronie najbliższej rodziny. Jej rodzice dawno już stracili nadzieję na zięcia, wnuki i spokojną przystań swojego dziecka. Chociaż w przypadku jej mamy jakaś tam iskierka nadziei jeszcze się tliła. I pewnie dlatego zawsze o tej porze Joanna rozważała wyjazd na święta zagranicę. Przy wigilijnym stole mama zawsze wyjeżdżała z klasycznym: „Czy ja dożyję czasów kiedy moje dziecko się ustatkuje?”. Z drugiej strony absolutnie nie wyobrażała sobie świąt z dala od rodziny i dlatego wyjazdowych planów jeszcze nigdy nie zrealizowała. Z resztą nie były to jedyne niezrealizowane plany w jej życiu, ale starała się o tym nie myśleć. W końcu wciąż była młoda i pełna energii. Przynajmniej tak sobie powtarzała codziennie rano patrząc w lustro i życząc sobie miłego dnia…

Ten czwartek miał być kolejnym, w miarę spokojnym dniem, ale okazał się dość upiorny. Kiedy rano wychodziła z domu nic nie zapowiadało, że będzie to jeden z tych dni, które chciałoby się wymazać z pamięci. Była już w biurze kiedy odebrała telefon od pani Ewy, sąsiadki z dołu, która poinformowała ją, że zalewa im łazienkę. Joannę zmroziło. Oczyma wyobraźni widziała już te hektolitry wody pochłaniające cały jej dobytek. Ta katastrofalna wizja towarzyszyła jej całą drogę do domu. Na szczęście kiedy otworzyła drzwi mieszkania okazało się, że woda stoi jedynie w łazience. Hydraulik wezwany przez niezawodnego tatę Joanny, do którego zadzwoniła zaraz po zakończeniu rozmowy z sąsiadką stawił się dosłownie 5 minut po niej. Cała naprawa trwała jakieś 40 minut i kosztowała… 450zł. Do tego jeszcze godzina sprzątania łazienki i zupełnie zepsuty nastrój. Cóż, najważniejsze, że nie stało się nic poważniejszego, a mieszkanie jest ubezpieczone na taką okoliczność. Po ogarnięciu łazienkowego basenu Joanna zaparzyła sobie zielonej herbaty, zatopiła się w ulubionym fotelu i pozwoliła sobie na 10 minutowe nic nierobienie. Z tego błogiego stanu wyrwał ją telefon. To pan Piotr, który nie mógł znaleźć umowy z nowym klientem. Kiedy Joanna tłumaczyła szefowi gdzie powinien znaleźć dokumenty uświadomiła sobie, że owa granatowa teczka, o której właśnie rozmawiają znajduje się w jej torbie. O zgrozo! Spotkanie z klientem za pół godziny, a droga do pracy zajmuje jej średnio 25 minut!

– Panie Piotrze, proszę się nie martwić, już pędzę do biura! Naprawdę nie mam pojęcia dlaczego zabrałam tę teczkę. To pewnie z tych nerwów. Bardzo przepraszam!

– Pani Joasiu, proszę się nie martwić i jechać ostrożnie. Pani bezpieczeństwo jest ważniejsze niż jakaś głupia umowa. Mam sporo kwestii do omówienia z Leszczyńskim, więc naprawdę nie trzeba się spieszyć. Grunt, że sytuacja już jest opanowana.

– Dziękuję bardzo i do zobaczenia.

Rany! Jak dobrze, że mam takiego wyrozumiałego szefa! Niech ten dzień już się skończy…

pomyślała i już po chwili zbiegała po schodach do hali garażowej, bo jakiś as zablokował windę na piątym piętrze. To stanowczo nie był jej dzień…

Po dotarciu do biura – po 45 minutach dzięki zakorkowanej obwodnicy – przekazaniu umowy i odebraniu pięciu telefonów zajęła się swoimi zwykłymi, codziennymi obowiązkami. Od dłuższej już chwili czuła pulsowanie w skroniach, co zwiastowało kolejny atak migreny.

Nie należała do tych stękająco-marudzących, ale ból głowy skutecznie odbierał jej energię. Kiedy rozległo się pukanie do drzwi miała wrażenie, że ktoś uderza w nie łomem.

– Proszę! warknęła

– Dzień dobry Joasiu, wszystko w porządku? Słyszałem, że miałaś jakąś sytuację awaryjną w domu. Wiesz, gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy to jestem.

– Hej Bartek. Wszystko ok, dzięki. Jakaś uszczelka poszła i coś tam jeszcze, ale już jest naprawione. Teraz tylko umieram przez ból głowy…

– To może Ci coś przyniosę? Jakąś tabletkę? Jadłaś coś w ogóle?
– O cholera! Faktycznie… Przez tę dzisiejszą akcję nie jadłam dziś nic poza śniadaniem. – Joasiu! Nie można tak! Na co masz ochotę? Zaraz Ci wszystko przyniosę.
– Dziękuję Ci bardzo, ale chyba sama sobie pójdę coś kupić, nie będę Cię fatygować.
To mówiąc wstała, sięgnęła po torebkę, zakręciło jej się w głowie i… upadła.

Kiedy się ocknęła ujrzała pochylające się nad nią twarze pana Piotra, Bartka, Iwonki, a nawet Leszczyńskiego. Ale wstyd…

– Jak się Pani czuje Pani Joasiu? Pogotowie jest już w drodze.

– Nie, nie, nie, to nic takiego. Nie potrzebuję żadnego pogotowia. Po prostu nie jadłam dziś lunchu przez to całe zamieszanie – wymamrotała ledwo przytomna.

– Może Ty jesteś w ciąży? Wypaliła Iwonka.

Zbombardowana morderczym spojrzeniem Joanny skuliła się tak, że prawie jej nie było widać.

– Nie, z pewnością nie jestem w ciąży. W trzech dużych i w czwartej malutkiej – pomyślała. – Proszę tutaj panowie! Wykrzyknął Bartek na widok załogi wezwanej karetki pogotowia.

Po badaniu, wywiadzie i podaniu kroplówki pogotowie odjechało, a Joanna zawstydzona całą tą sytuacją zupełnie nie wiedziała jak się zachować.

– Pani Joasiu, zamawiam dla pani taksówkę i jeśli będzie się pani dobrze czuła to widzimy się w sobotę na balu.

– Nie ma takiej potrzeby panie Piotrze. Teraz chyba rzeczywiście pojadę do domu, ale jutro chciałabym normalnie pracować.

– Absolutnie nie ma mowy! Pani Joasiu… musi Pani odpocząć! Organizm ewidentnie domaga się choć jednego wolnego dnia. Nie ma w ogóle dyskusji!

Joanna po raz pierwszy widziała swojego szefa tak zaniepokojonego, więc już nie strugała kozaka tylko grzecznie pozwoliła się zawieźć do domu i niemal cały piątek spędziła na leniuchowaniu. Przejrzała też swoją szafę i wynalazła prześliczną chabrową sukienkę, o której istnieniu dawno już zapomniała. Była idealna na wieczór. Była idealna na spotkanie z Wiktorem po sześciu miesiącach od ostatniego razu…

Sobota przywitała Joannę przepiękną pogodą. To będzie dobry dzień pomyślała uśmiechając się do swojego odbicia w łazienkowym lustrze. Rzadko się zdarzało, że miała taki luźny dzień, ale odwołała lekcje hiszpańskiego, odłożyła inne drobne sprawy, którymi zwykle zajmuje się w soboty i poświęciła ten czas na spokojne przygotowania do dzisiejszego wieczoru. Paznokcie, włosy, wieczorowy makijaż, a przede wszystkim rozmowa z samą sobą o tym, aby być silną. Może tym razem uda jej się nie ulec urokowi Wiktora. Może tym razem pokaże mu w końcu, że jest od niego lepsza, silniejsza, że nie ma już nad nią władzy. Może…

Kiedy przed wyjściem rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro uśmiechnęła się do siebie, puściła do siebie oko i śmiejąc się wyszła z mieszkania z głową uniesioną nieco wyżej niż zwykle, żeby dodać sobie animuszu. Po drodze odebrała telefon od Marty, która do ostatniej chwili udzielała jej wskazówek mających na celu uniknięcie kolejnej damsko-męskiej katastrofy. Na niewiele to się jednak zdało, bo dosłownie 20 sekund po wejściu na przyjęcie natknęła się na Niego. Jak zwykle był elegancki, przystojny i szarmancki. Jak zwykle obłędnie pachniał, a kiedy porwał Joannę do tańca zapomniała o wszelkich niedogodnościach minionego tygodnia.

– Wyglądasz olśniewająco maleńka. Jak zawsze z resztą.
– Nie mów do mnie maleńka.
– Przepraszam Jo, siła przyzwyczajenia.
– To już chyba najwyższy czas, aby się od pewnych rzeczy odzwyczaić. – Nigdy się od Ciebie nie odzwyczaję Jo. Jesteś moim narkotykiem…

Przetańczyli niemal całą noc. Joanna pokręciła się nieco w towarzystwie, porozmawiała z ludźmi z branży, z dziennikarzami, z kilkoma celebrytami chcącymi wydać swoje kolejne książki o niczym. Cały czas jednak czuła na sobie jego wzrok. I kiedy tylko z głośników leciał jakiś romantyczny kawałek pojawiał się nie wiadomo skąd i wyciągał ją na sam środek parkietu. Znakomicie tańczył. W jego ramionach znów czuła się wyjątkowo, a on doskonale to odczytywał w jej spojrzeniu, w jej ciele i w jej uśmiechu. Kiedy zatem ludzie zaczęli się powoli rozchodzić Wiktor wyszeptał jej do ucha:

Zostań dziś ze mną, proszę. Te miesiące bez Ciebie były katorgą. Tak bardzo za Tobą tęskniłem maleńka. Proszę Cię Jo, bądź znowu moja…

Drogie Panie!

Teraz to Wy musicie zdecydować co zrobi Joanna:

  • W końcu zagra Wiktorowi na nosie i mimo iż będzie to niezwykle trudne wróci tej nocy do domu. Sama. (59%, 10 Votes)
  • Zupełnie się zapomni w ramionach Wiktora i nad ranem obudzi się w jego mieszkaniu. (41%, 7 Votes)

Total Voters: 17

Loading ... Loading ...

Głosujemy do środy 🙂

Do przeczytania!
Justyna Jakubowska

odc. 2 – czytaj – odc. 4

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here