Singielka w Trójmieście – odc. 8

0
273

Odcinek 8

„W pogoni za świątecznym nastrojem”

Poranek przywitał ją potężnym bólem brzucha. To stanowczo jeden z tych dni kiedy masz ochotę zakopać się pod kocykiem i zostać tam co najmniej do następnego ranka…

No pięknie! Idealnie! W samą porę! – wykrzykiwała w drodze do łazienki czując, że właśnie kolejny raz natura przypomina jej o tym, że jest kobietą. Od czasów liceum Joanna bardzo źle przechodziła menstruację, a fakt, że – w związku ze zbliżającymi się świętami – w najbliższych dniach czekało na nią sporo pracy całkowicie odbierał jej resztki tlącego się entuzjazmu. Podczas porannej kawy postanowiła zadzwonić do Marty.

– Dzień dobry śpiochu!
– Śpiochu?! Jest 7:30! Nieludzka pora! A ja nie śpię!
– Ojojojojoj… komuś tu chyba nie wyszła wczorajsza randka niespodzianka…

– Daj spokój… najazd Hunów mnie obudził, a poza tym po wczorajszych ćwiczeniach bolą mnie wszystkie mięśnie, o których istnieniu niemalże zapomniałam…A randka była udana. Nawet bardzo! Tylko…

– Ha! Wiedziałam, że jest jakieś „tylko”

– Ah… wszystko było idealnie! On jest absolutnie niesamowity, inteligentny, kulturalny, zabawny…

– Mhm… zaczyna się…

– Mówi po hiszpańsku, tańczy i słucha muzyki latino!!!

– No ideał… Już kiedyś słyszałam takie peany i nie skończyło się to dobrze… Pamiętasz?

– Marta, proszę Cię. Nie neguj wszystkiego tak na „dzień dobry”. Naprawdę fantastycznie się wczoraj bawiłam. Wiem, że facetów nie można za szybko chwalić, ale on jest fajny. Serio!

– Nie neguję tylko się o Ciebie martwię Asik. Taka już moja rola. Opowiedz mi lepiej o tym „tylko”, które się tam czai za rogiem.

– Nie pocałował mnie na pożegnanie. – No skandal!

– Nie nabijaj się! Nie rozumiem. Wszystko było super, chemia aż buzowała, a potem buziak w policzek i tyle.

– Czyli Cię jednak pocałował, tak? – W policzek!

– No straszne! A gdzie jest napisane, że od razu trzeba całować w usta, z pełną wymianą płynów i językowa lambadą? Może on potrzebuje czasu? Może nie lubi się spieszyć? Może – o zgrozo – jest z gatunku gentelmanów?

– Ale ja chciałam, żeby mnie pocałował…

– To trzeba było mu to zakomunikować albo wziąć sprawy w swoje ręce, a raczej usta. U mnie akurat zapunktował, że tak od razu się na Ciebie nie rzucił.

– No nie wiem. Zobaczymy jak to się potoczy. A tymczasem zmykam do pracy. Miłego dnia! – Miłego dnia! I nie zamęczaj się tym.

Ten dość parszywy dzień minął jej pod znakiem biurowej bieganiny, nierównej walki z bólem brzucha i planowaniu firmowej kolacji wigilijnej, która miała się odbyć w piątek. Iwonka wymyśliła że każdy wylosuje jedną osobę, której zrobi prezent mieszcząc się w kwocie 50zł. Joanna wylosowała Tamarę, jedną z korektorek. Wiedziała o niej niewiele, a konkretnie tyle, że ma męża, dwoje dzieci, pochodzi z Pasłęka, co kwartał farbuje włosy na inny kolor i ma totalnego świra na punkcie swojego psa – buldoga francuskiego – o imieniu Tymoteusz. W tej sytuacji zdecydowała się na kupno książki, bo z doświadczenia wiedziała, że dobrą książką nikomu prezentowej krzywdy się nie wyrządzi. Może znajdzie coś z dalekim kuzynem Tymka na okładce. Przyznaje, że trochę ją ciekawiło kto wylosował karteczkę z jej imieniem. Znając swój fart w tego typu przedsięwzięciach spodziewała się, że jeden z informatyków sprezentuje jej doładowanie do Play Station Store lub inną absolutnie nieprzydatna rzecz.

Kolejne dni upłynęły tak szybko, że nawet nie miała czasu na zastanawianie się dlaczego Artur się nie odezwał. No dobrze. Oczywiście że się nad tym zastanawiała i na samą myśl trafiał ją szlag, ale duma nie pozwalała jej na to, aby odezwać się jako pierwsza. Pomyślała, że po świętach wpadnie na siłownie i potraktuje go tak jak sobie na to zasłużył. Jak powietrze! Tymczasem świąteczne przygotowania trwały w najlepsze. Jako że spędzała święta z rodzicami wysprzątała i udekorowała cały ich i swój dom, a ponad to zrobiła gigantyczne zakupy według listy sporządzonej przez mistrza ceremonii kuchennych, czyli tatę. Joanna do kuchni jakoś nigdy nie miała serca, ale inne świąteczne sprawy ogarniała wzorcowo, choć bez specjalnego entuzjazmu.

Piątkowa impreza firmowa zaczęła się punktualnie i zjawili się niemal wszyscy pracownicy, a ci, którzy z jakichś powodów nie mogli przybyć zostawili wcześniej prezenty tak, aby nikt nie ucierpiał z powodu braku tajemniczej torebeczki lub pudełeczka ze swoim imieniem. Atmosfera była całkiem przyjemna, jedzenie smaczne, a uśmiechy niewymuszone. Po zaspokojeniu pierwszego głodu szef wzniósł toast dziękując wszystkim pracownikom za codzienny trud, zaangażowanie i energię jaką wkładają w rozwój wydawnictwa. Nie omieszkał złożyć specjalnych podziękowań na ręce Joanny, bez której nie wyobrażał sobie sprawnego funkcjonowania biura, firmy i samego siebie. Po ciepłych słowach Pana Piotra przyszedł czas na rozdanie prezentów. Joanna z racji swojego stanowiska, a także dlatego, że w czerwonej sukience którą wybrała na ten wieczór wyglądała bardzo świątecznie została

oddelegowana do pełnienia roli elfa obdarowującego biesiadników. Zatem po kolei wybierała paczki i przekazywała je adresatom z uśmiechem i ciepłym słowem. Do Tamary, dla której wybrała obyczajową powieść z Paryżem w tle i uroczym buldożkiem na okładce bezwiednie puściła oczko, czym najprawdopodobniej zdradziła się jako nadawca prezentu. Trudno. Kiedy już prezentowy stosik znacznie zmalał na pięknym, czerwonym pudełku zobaczyła swoje wykaligrafowane imię. To był zdecydowanie najładniej zapakowany prezent tego wieczoru. Uśmiechnęła się szeroko, przytuliła paczkę i odłożyła ją na swoje krzesło, a potem wróciła do świątecznych obowiązków. W duchu nie mogła się doczekać otwarcia tajemniczego pudełka. Biorąc pod uwagę już samo opakowanie osoba, która zrobiła jej prezent musiała mieć całkiem niezły gust. Kiedy dobrnęła do ostatniej paczki ukłoniła się odbierając oklaski współpracowników, a potem bezzwłocznie wróciła na swoje miejsce, żeby wreszcie rozpakować prezent. I o ile nie przepadała zbytnio za niespodziankami o tyle w tej chwili czuła się jak mała, uradowana dziewczynka. Delikatnie rozwiązała misternie zawiązaną wstążkę, a kiedy otworzyła wieczko pudełka wyłonił się spod niego najpiękniejszy pluszowy kotek jakiego w życiu widziała. Aż podskoczyła z radości! Była dorosłą kobietą, ale do pluszaków zawsze miała słabość. A ten był wyjątkowy. Wyjęła go z pudełka i mocno przytuliła. Był czarny z białymi łapkami, brzuszkiem i krawacikiem. Miał przepiękne bursztynowe oczka i czerwoną kokardkę na szyi. Dopiero po chwili zauważyła, że w pudełko jest coś jeszcze – koperta. Kiedy ją otworzyła nie miała już żadnych wątpliwości kto sprezentował jej to puchate cudeńko. W kopercie była karteczka z linkiem zawierającym znajomą nazwę schronisko Ciapkowo i dopiskiem „Odwiedź mnie”. Od razu podniosła wzrok, żeby namierzyć Bartka, który patrzył na nią z uśmiechem. Od razu wstała i ruszyła w jego stronę wciąż przytulając kociaka.

– Nawet nie wiesz jaką mi sprawiłeś radość! Dziękuję! – Moja radość z pewnością jest większa.
– Co znajdę pod tym linkiem?
– Sama sprawdź.

– Oj powiedz, proszę.

– To link do wirtualnego spaceru po Ciapkowie, żebyś mogła zobaczyć jak to teraz wygląda. Jest też spacer z psiakami po pobliskim lesie i oczywiście wizyta w nowej kociarni. Może a nóż jakiś mruczek wpadnie Ci w oko i postanowisz go uszczęśliwić.

– Jeden mruczek już mi dziś wpadł w oko. To mówiąc przytuliła do policzka pluszaka i dała mu buziaka w nos.

– Taki to ma szczęście.
– Ty też masz! – wykrzyknęła, po czym pocałowała go w policzek.
– Bardzo Ci dziękuję Bartek, naprawdę. Dawno nie dostałam tak uroczego prezentu. – Cała przyjemność po mojej stronie.

Joanna spontanicznie objęła Barta i przytuliło go chyba nieco mocniej niż by chciała, ale czuła się w tym momencie tak radosna, że musiała dać temu upust. Bartek także objął Joannę i przez te 15 sekund kiedy ją trzymał w ramionach był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Przez te 15 sekund świat stanął w miejscu. To było tak ciepłe i szczere przytulenie, że nie umknęło uwadze reszty towarzystwa, które zaczęło klaskać. Lekko speszeni zwolnili objęcia, a Joanna wypaliła:

– Takie są efekty uboczne obdarowania kobiety trafionym prezentem.

Towarzystwo zaśmiało się serdecznie po czym każdy wrócił do przerwanych na chwilę rozmów. Joanna i Bartek stali tak jeszcze przez chwilę patrząc sobie w oczy i uśmiechając się do siebie. To był naprawdę przemiły wieczór…

Drogie Kobietki!

W tym szalonym, przedświątecznym zabieganiu życzę Wam spokoju, cierpliwości, wzajemnej życzliwości i wyrozumiałości, a na nadchodzące Święta życzę Wam rodzinnego ciepła, wzajemnej bliskości, mnóstwa uśmiechu, spełnienia prezentowych marzeń i chwili wytchnienia, aby móc w pełni nacieszyć się tym szczególnym czasem z bliskimi.

Do przeczytania!
Justyna Jakubowska

odc. 7 – czytaj – odc. 9

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here