Singielka w Trójmieście – odc. 9

0
189

Odcinek 9

„Świąteczny relaks, sylwestrowy stres”

Czas pomiędzy firmową imprezą a Świętami ledwie wystarczył Joannie na przygotowanie mieszkań (swojego i rodziców) oraz kupno prezentów. Nie była fanką tego czasu, wiecznych korków i zatłoczonych do granic możliwości sklepów, ale z drugiej strony spotkanie z bliskimi wynagradzało przedświąteczne niedogodności. Każdego ranka spoglądała na listę rzeczy do zrobienia, a przed wyjściem z domu uśmiechała się do siedzącego na półce przy łóżku kotka, któremu dała na imię… Bartek, na cześć ofiarodawcy. Robiło jej się jakoś tak ciepło na sercu kiedy przypominała sobie ten wieczór i tę chwilę w ramionach Bartka. Czuła się wówczas bezpieczna i spokojna. Pomyślała, że może warto byłoby go bliżej poznać. Po ostatnich wydarzeniach wydawał jej się idealnym materiałem na wspaniałego przyjaciela. Bartek z pewnością widział to zupełnie inaczej i wspominając ów pamiętny wieczór prawdopodobnie snuł marzenia o wspólnej przyszłości z Joanną, która przecież w końcu go zauważyła.

W wigilijny poranek Joanna – jak zwykle w tym czasie – spotkała się z Martą, żeby życzyć sobie wzajemnie wszystkiego dobrego i nagadać się na zapas, bo w święta nie było okazji do babskich pogaduszek. Marta żaliła się na brak pomocy w przygotowaniach ze strony Mateusza oraz to jak fatalnie w tym roku wyszły jej pierogi, a Joanna wspominała ostatnią randkę z przedziwnym finałem i firmową wigilię.

– Co to za Bartek? Nigdy mi o nim nie mówiłaś…

– Bo i nie było o czym mówić. Ledwie się znamy. Zawsze jest dla nie miły, czasami przynosi mi rano kawę, rozmawiamy chwilę o pracy albo o niczym i to wszystko.

– No chyba jednak nie skoro rzuciliście się sobie w objęcia przy wszystkich współpracownikach…

– Oj tam zaraz „rzuciliście się”. Po prostu chciałam mu podziękować za ten uroczy prezent, to wszystko.

– A ja coś czuję, że to nie koniec tematu Bartka moja droga. Oczy Ci błyszczą jak o nim mówisz.

– Głuptasie! Oczy mi błyszczą jak sobie przypomnę jak mi było miło z powodu prezentu. Nie dorabiaj do tego teorii.

– Dobrze już dobrze. Ale i tak za jakiś czas się okaże, że miałam rację! – Marta! Ty to jak coś sobie wbijesz do głowy to koniec…
– Bo Ty to jesteś lepsza!

– No ja takich historii z mchu i paproci nie uskuteczniam. Lepiej powiedz mi co mam zrobić z tym Arturem? Iść tam po świętach jakby nigdy nic czy lepiej zmienić klub?

– Ja tam bym poszła i zobaczyła jak się zachowa. Swoją drogą chciałabym Ci przypomnieć, że po takim osiłku z siłowni to za wiele nie powinnaś była się spodziewać.

– Mhm… stereotypy Martuni odcinek 2586…
– Mów co chcesz kochana, a i tak wychodzi na moje.
– Dobrze już dobrze Pani Jasnowidząca – powiedziała Joanna pokazując język.

Kiedy po raz kolejny tego popołudnia wybuchnęły radosnym śmiechem cały przedświąteczny stres poszedł w niepamięć. Na koniec spotkania wymieniły się prezentami, ucałowały się serdecznie, a potem każda poszła w swoją stronę. Po drodze do rodzinnego domu Joanna odebrała jeszcze zamówione ciasta i pierogi. Podziwiała Martę, że jest w stanie pracować, ogarniać męża i jeszcze wszystko na święta przygotowywać sama. Ona sama nawet by nie wiedziała jak się za takie pierogi w ogóle zabrać.

Świąteczny czas minął spokojnie, choć nie obyło się bez jakże oczywistego pytania ze strony zatroskanej o los swojej jedynej córki matki, a mianowicie „kiedy Ty sobie dziecko to życie w końcu ułożysz?” (w domyśle „kiedy Ty sobie dziecko chłopa znajdziesz?”). Kolejny wykład Joanny o tym, że jest niezależna i nie potrzebuje mężczyzny, żeby przeżyć do pierwszego, a być z kimś tylko po to, aby nie być samą to jej zdaniem kompletna bzdura odbił się od ściany matczynych argumentów z gatunku: „kto Ci na stare lata szklankę wody poda?!”. Tak… święta, święta… i po świętach. W czwartek wszystko powoli zaczęło wracać do normy, choć lodówka pękała w szwach od smakołyków przywiezionych od rodziców, do czego Joanna zupełnie nie była przyzwyczajona, a wprost nie znosiła wyrzucać jedzenia.

W biurze wszystko toczyło się nieco wolniejszym trybem, a uwadze naszej bohaterki nie umknęła nieobecność Bartka. Podświadomie czekała na jego urocze „Dzień dobry Joasiu”, ale tego dnia, ani nazajutrz się jego wizyty nie doczekała. W piątek nie wytrzymała i poszła do działu, w którym pracował.

– Dzień dobry wszystkim. Zastałam Bartka?
– Hej, nie. Wyjechał gdzieś na Mazury czy gdzieś, do rodziny.
– Ach, dziękuję. Nawet nie wiedziałam że ma rodzinę na Mazurach, czy gdzieś – pomyślała.

Dalsza część dnia minęła pod znakiem złowrogiego pytania, które co roku w tym czasie pada z każdej niemalże strony, a mianowicie „Co robisz na Sylwestra?” Joanna serdecznie nienawidziła tego pytania, a jeszcze bardziej nienawidziła tego przymusu zabawy. Nie ważne czy człowiek ma 15, 25 czy 35 lat to pytanie wisi nad głową niczym stryczek utkany z przekazywanego z pokolenia na pokolenie przekonania, że aby kolejny rok był dobry trzeba „coś” robić w Sylwestra. I to „coś” powinno być imprezą z tłumem ludzi, szampanem, którego Joanna nie trawiła i mnóstwem petard. A tymczasem ona może akurat miałaby ochotę spędzić ten wieczór w towarzystwie ciepłego koca, kubka ulubionej herbaty i jednej z książek, których nie brakowało na półce pod tytułem „do przeczytania”. I szczerze mówiąc taki właśnie miała plan, którym z ochotą się dzieliła z ogromnie zaskoczonymi, a niejednokrotnie wręcz zaniepokojonymi znajomymi. Tymczasem w sobotę rano otrzymała niespodziewane zaproszenie od Aleksa, który ostatnio poszedł nieco w odstawkę i chyba postanowił hucznie przypomnieć o swoim istnieniu…

– Gdzie mnie zapraszasz?

– Na bal sylwestrowy do hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Proszę, zgódź się! Nigdy o nic Cię nie prosiłem. No, chyba że wiesz… w łóżku, ale to się nie liczy! Mój brat ze swoją dziewczyną i jeszcze dwie inne zaprzyjaźnione pary obmyśliły cały plan i wciągnęły mnie na listę z osobą towarzyszącą. Tylko ja właśnie nie mam osoby towarzyszącej, a jedyną kobietą, z którą mógłbym wziąć udział w tym szaleństwie jesteś Ty. Proszę Cię! Wszystko jest załatwione i opłacone. Musiałabyś jedynie się wystroić, ale z tym nigdy nie masz problemu.

– No nie wiem Aleks, zaskoczyłeś mnie…

– Wiem, wiem, ale oni mnie też zaskoczyli. Postawili mnie przed faktem dokonanym w obawie, że wymiksuje się jak dadzą mi za dużo czasu. Do szampańskiej zabawy dorzucam gorący noworoczny seks w gratisie!

Na hasło „szampańska zabawa” Joannę nieco skręciło, ale już „gorący noworoczny seks” zdecydowanie przypadł jej do gustu.

– No dobra… Poświęcę się. Uratuję przyjaciela w potrzebie. Ale nie namówisz mnie na żaden kulig czy inne bzdety!

– Jasne! Dziękuję Ci Słoneczko! To będę po Ciebie w poniedziałek o 16:00. Pasuje? – Pasuje. O zobaczenia.

O rany – pomyślała jak tylko odłożyła telefon – w co ja się do diabła ubiorę?! Miał być kocyk, będzie bal…

Drogie Kobietki!

Jeśli jeszcze nie macie planów, a chciałybyście je mieć to życzę Wam, żeby jak najszybciej się skrystalizowały. Szampańskiej zabawy sylwestrowej i Szczęśliwego Nowego Roku! Niech ten 2019 przyniesie nam wszystkim mnóstwo możliwości do realizacji planów i spełniania marzeń, a ponad to wiele okazji do szczerego uśmiechu i trochę więcej czasu dla siebie oraz bliskich.

Do przeczytania!
Justyna

odc. 8 – czytaj – odc. 10

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here