Singielka w Trójmieście – odc. 11

0
219

Odcinek 11

„Powolny powrót do normalności…”

Zegar właśnie wybił dziewiątą. Powoli otworzyła oczy, przeciągnęła się leniwie na łóżku i ciężko westchnęła. Była niedziela. Od pamiętnego balu sylwestrowego, podczas którego radośnie powitała Nowy Rok minęły trzy tygodnie. W ostatnim tygodniu wydarzyły się rzeczy straszne, wstrząsające, przerażające, smutne i trudne do pojęcia. Joanna, jak większość mieszkańców Trójmiasta, jak większość Polaków nie mogła wyjść ze stanu odrętwienia, w który popadła podczas finału swojej ukochanej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, którą wspierała od czasów kiedy jako dziecko biegała z orkiestrową puszką zbierając pieniądze, rozdając serduszka i uśmiechając się do ludzi, którzy w tym szczególnym dniu zawsze odwdzięczają się uśmiechem. W tym roku było inaczej. Uśmiech zastąpiło przerażenie, niedowierzanie, rozpacz i łzy. Ostatni tydzień był niezwykle trudny. W pracy i poza nią, niemal na każdym kroku, widać było w ludziach piętno ostatnich zdarzeń. Z drugiej strony Polacy ponownie pokazali, że nic nas tak nie jednoczy jak tragedia…

Tego ranka Joanna postanowiła, że najwyższy czas, aby wrócić do normalności. Życie toczy się dalej, a tragedie zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzać. Tak to już jest na tym dziwnym świecie, na którym człowiek człowiekowi częściej wilkiem niż bratem…

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk telefonu, który jak zwykle zostawiła w salonie po to, aby nie zasypiać przeglądając zdjęcia znajomych na Facebooku czy czytając artykuły ze swoich ulubionych stron. Cieszyła się, że udało jej się wprowadzić ten nawyk w życie, bo dzięki temu zasypiała spokojnie, co bywało trudne w czasach kiedy przeglądała telefon do ostatniej chwili przed zamknięciem oczu. Teraz jednak musiała się wyplątać z kołdry i dopaść telefon zanim przestanie dzwonić, co nie należało do najprostszych rzeczy kiedy jeszcze znajdowała się w trybie totalnego porannego zatrolenia, czyli przed kubkiem stawiającej na nogi kawy. W końcu jednak udało jej się odebrać połączenie.

– Cześć śpiochu! Wstawaj, bo za 15 minut jestem u Ciebie ze śniadaniem i idziemy na spacer!

– Marta… ja jeszcze kawy nie piłam, a Ty mi tu organizujesz aktywność fizyczną? Serca nie masz…

– Nie marudź! Ubieraj się i pij tę kawę, bo jak do Ciebie dotrę to masz już nie być w trybie wegetatywno-warzywnym. Raz, dwa! Dobrze nam to zrobi.

– Dobrze terrorystko… Już się zbieram…

I faktycznie w ciągu zaledwie 15 minut Joanna wzięła prysznic, ubrała się, zrobiła sobie kawę, a nawet zdążyła umalować rzęsy. Wiedziała, że z Martą nie ma co dyskutować, bo jak już coś wymyśli i wprowadzi plan w życie to nie ma zmiłuj. Cóż, w końcu była to jedna z tych rzeczy, które w niej kochała, choć czasem… miała ochotę ją zabić za takie akcje jak ta.

– Dzień dobry Asiku! Co tam? Wyspana? Gotowa?
– Dzień dobry sadystko! Mniej więcej wyspana i mniej więcej gotowa. Chcesz kawki?

– Nie nie, ja już swoją wypiłam. Zrobiłam wczoraj drożdżówkę i pomyślałam, że nie pogardzisz takim śniadaniem.

– Mmm… Ty to wiesz jak zdobyć moje serce… – No ba! Jak się czujesz?

– W porządku, ale w razie czego nie włączam dziś radia. Jestem już tym wszystkim zmęczona.

– Dokładnie kochana, ja też. Mogliby już odpuścić. Co się stało to się już niestety nie odstanie, a bliscy Prezydenta powinni w końcu mieć trochę spokoju.

– Tak. Dokładnie. Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze?

– Dobrze. Wszystko już zostało powiedziane i trzeba wrócić do normalności.

– To samo pomyślałam zaraz po przebudzeniu. Co u Ciebie?

– Cóż, Mateo jest w delegacji aż do środy, więc jestem słomianą wdową. Trochę mnie wkurza, że on tak często wyjeżdża, ale nasi klienci są rozsiani po całym kraju.

– No dobra, ale na niedzielę mógłby wracać do domu.

– Niby tak, ale jak ma tutaj gnać spod Krakowa po to, aby spędzić ze mną kilka godzin i zaraz wracać to jest to raczej bez sensu i nie dziwię się, że on nie ma na to ochoty.

– No ok. W sumie dzięki temu to ja teraz wcinam drożdżówkę, a nie on. Ha! Gdzie idziemy na ten spacer?

– Nad morze! Pięknie jest na dworze!
– Ty to jednak nie jesteś do końca normalna… Zimno jest!

– Oj tam. Kończ śniadanie, ubierz się ciepło i śmigamy. Trochę świeżego powietrza jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.

I rzeczywiście spacer okazał się dobrym pomysłem. Pooddychały, porozmawiały, pomilczały, a po powrocie do domu zrobiły sobie gorącą herbatę i postanowiły obejrzeć jakiś film. Zanim jednak Joanna zdążyła umościć się wygodnie pod kocykiem Marta zagadnęła:

– I co z tym Twoim małolatem? Jak on tam… z Bartkiem?

– Nic.

– No jak to? Po powrocie z Mazur opowiadałaś jak to cudownie się z nim bawiłaś, a potem nagle cisza…

– Nie bardzo jest o czym mówić, bo… od Sylwestra się nie widzieliśmy…

– Jak to? Od trzech tygodni nie ma go w pracy?

– Nie ma. Drugiego stycznia Bartek miał wypadek. Doznał skomplikowanego złamania nogi, przeszedł operację i teraz dochodzi do siebie w rodzinnym domu. Pracuje zdalnie, co w przypadku jego zawodu nie stanowi żadnego problemu.

– Słabo. Nie zazdroszczę. Ale odzywa się? Jak to jest między Wami?

– Nijak. Po wypadku do mnie zadzwonił, a ja byłam chłodna i powiedziałam, że to co się stało, ten pocałunek, to była tylko chwila zapomnienia. Bardzo go lubię i nic poza tym.

– No brawo Asik! Fajny, inteligentny, ogarnięty facet, a Ty go tak po prostu spławiasz? Dlaczego?

– Po pierwsze jest za młody. Po drugie pracujemy razem, a wiesz co myślę o biurowych romansach.

– A po trzecie jesteś durna pała! Asik! Może dałabyś sobie w końcu szansę na coś normalnego, co? Z kimś, kto jest dla Ciebie dobry, bez dramatów, szarpaniny i całego tego pierdololo?

– A co Ty tak agitujesz? Nawet go nie znasz!

– Mam jakieś takie dobre przeczucia co do niego. Z tego co mówiłaś to naprawdę fajny, normalny chłopak.

– No właśnie, chłopak. Stanowczo za młody!
– Asik! Metryka przecież nie jest najważniejsza, a to jest tylko pięć lat. – Nie tylko pięć lat. Aż pięć lat. Daj już spokój, proszę.
– No dobrze. Dawaj tej film.

Po filmie przyjaciółki zamówiły sobie obiad w ulubionej chińskiej restauracji, a potem Marta pojechała do siebie. Joanna została sama ze swoimi myślami. Szczerze mówiąc od dłuższego czasu samotność bardzo dawała jej się we znaki. Nie wiedziała czy to przez pogodę za oknem czy przez ostatnie przygnębiające wydarzenia, ale podświadomie czuła potrzebę bliskości. Biła się jednak z myślami. Z jednej strony cały czas wspominała wieczór z Bartkiem, a z drugiej strony dość często myślała o Arturze, który dzwonił do niej w Sylwestra, ale nie odebrała i nie oddzwoniła. Artur był starszy i miał w sobie coś co niezwykle Joannę pociągało. Z kolei Bartek ujął ją swoją naturalnością, ciepłem i poczuciem humoru. Każdy z nich był zupełnie inny, ale i przy Arturze i przy Bartku czuła się świetnie. W końcu zdecydowała, wzięła głęboki oddech i sięgnęła po telefon…

Drogie Kobietki!

Pomóżcie podjąć Joannie decyzję:

Któremu mężczyźnie Waszym zdaniem powinna dać szansę na bliższe poznanie?

  • 2. Bartkowi – Joanna potrzebuje kogoś szczerego, kto da jej dużo ciepła. Różnica wieku jest bez znaczenia! (75%, 3 Votes)
  • 1. Arturowi – Joanna potrzebuje dojrzałego mężczyzny, który wie czego chce. Po pierwszym spotkaniu nie rzucił się na nią jak zwierzę tylko okazał jej szacunek! (25%, 1 Votes)

Total Voters: 4

Loading ... Loading ...

Do przeczytania!
Justyna Jakubowska

odc. 10 – czytaj – odc. 12

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here